Wszystkie »

  • Wpisów:12
  • Średnio co: 174 dni
  • Ostatni wpis:17 dni temu
  • Licznik odwiedzin:24 770 / 2267 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dopadło i mnie. 25 lat przybyło dość niespodziewanie, znaczenie urodzin z roku na rok jest coraz mniejsze. Może dlatego, że dzień przed nimi myślałam, że się rozstaniemy z G. Nie wychodzi mi ocenianie tego związku.

Gdy staram się ocenić nasz związek z boku to uważam, że jest dobry. Mieszkamy ze sobą już ponad rok, potrafimy ze sobą współegzystować, dogadywanie się nie sprawia nam dużo wysiłku. Rzeczy przyziemne idą nadzwyczaj dobrze. Rzeczy nieprzyziemne idą nadzwyczaj słabo. Na początku problemy nie istniały. Myślałam, że znalazłam swoją bratnią duszę. Potrafiliśmy rozmawiać jak nikt. Po jakimś czasie pojawiły się pierwsze problemy, nawet nie nasze - sytuacja która odbiła się na nas bardzo mocno. Postanowiłam dać G czas, widziałam że się męczy, że ma problem. Byłam bardzo cierpliwa, było wiele rozmów, ostatnia zakończona tym, że jest to ostatnia próba ratowania tego związku przeze mnie.
Jednak ostatnio sami zauważyliśmy, że nie potrafimy rozmawiać, komunikować się na podstawowym poziomie emocji. Usłyszałam kilka gorzkich słów, które sprawiły, że zaczęłam się zamykać się przed nim. Stanęło na tym, że zastanowimy się co dalej z nami..
Wydaje mi się, że jest nam wygodnie być razem. Nie zakończyłam tego związku, bo wciąż miałam nadzieję, że może się uda. Bo boję się być sama. Bo obawiam się, że gdzieś za rogiem mogę nie mieć tyle szczęścia w przyszłości, żeby z kimś tak dobrze się dogadywać. Bo pęka mi serce na myśl, że mielibyśmy się rozstać.
 

 
"Nigdy nie bądź czyimś sloganem, ponieważ jesteś poezją."

// 28 days
 

 

...zmienić
 

 
Happinness is only when shared.

Czuję się absolutnie dotknięta po filmie "Into the wild". Nawet uciekając na koniec świata, tam gdzie nie ma nic, nie uciekniemy przed sobą. Film obudził we mnie ogromne pragnienie bezwzględnej i bezwarunkowej miłości, dla której nieważne jest gdzie jestem, kim jestem, gdzie będę jutro. Takiej która celebruje każdą chwilę. Takiej, dla której najważniejsza jestem po prostu ja.

Jestem w związku, lecz w nim jej nie ma.
 

 
Czuję, że się martwię, i czuję że robię to zupełnie niepotrzebnie. Choć droga do spokoju i szczęścia bez wątpienia jest trudna to trzeba jej się uczyć sukcesywnie. Na przykład jak się nie martwić? Nie myśleć. Brzmi banalnie prosto, a jednak. Jedyne co mam to teraźniejszość, nie mam przeszłości ani przyszłości. Wszystkie rzeczy jakie posiadam są mi dane jedynie na jakiś okres w moim życiu. Nie mam nic oprócz teraz.
 

 
Przez pięć lat zmieniło się bardzo dużo. Śmierć właśnie na pięć.

Zrobiłam ogromny skok w przyszłość. I nigdy nie przypuszczałabym, że znajdę się właśnie tutaj. By to osiągnąć niezbędna była odwaga, a główną rolę odegrały moje cechy charaktery i myślę, że filozofia życiowa. Przez ćwierć wieku próbuję sobie poukładać świat, zrozumieć go, przetłumaczyć z mojej perspektywy, a także wszystkich dookoła. Bo zawsze gdy pojawia się jakaś myśl, pojawia się kontrargument. Dlaczego? Po co? Ale jak to się stało? Co do tego doprowadziło?

Czemu świat wygląda właśnie tak? Ludzie? Bóg? Samoświadomość? Charakter?
Przeszłość?

Zostałam przez nią ukształtowana. I jestem z niej dumna, bo jestem jej wypadkową, tych wszystkich sytuacji które mnie dotknęły.

To jaką osobą dziś jestem, to nic poza tym co mnie spotkało do tej pory.

A jutro? Jutro się zmienię, bo będę bogatsza o doświadczenia, będę wiedzieć odrobinę więcej o życiu, i może o sobie. Cały czas uczę się siebie. Ze zodiakalnej wagi stałam się skorpionem. Jestem mieszanką unikalną. Jak każdy z Was.

Czuję -> Myślę -> Jestem
Czasem dopada mnie złość, że nie dbamy o to jak wzajemnie się czujemy. Że nie nazywamy tych emocji po imieniu.

Jestem sumą moich uczuć, jestem tym co właśnie czuję.
A czuję dużo, bo mam tylko teraźniejszość, nic poza nią.

"Wczoraj, kiedy dziś było jutrem, było dla mnie za dużo dnia w dniu."
  • awatar Gusia: Wszystko ma na nas wpływ. Geny jedno, doświadczenie życiowe i wszelkie przeżyte kryzysy drugie, plan Boży trzecie, spitykani ludzie kolejne. Z perspektywy czasu widać jak bardzo się zmieniamy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
coraz częściej się upewniam, że marzenia są po to by się nie spełniać, bo nie świata tyczą, ale serca.
 

 
stąpamy we dwoje po niepewnym gruncie
 

 
* Nienawidzę tego telefonu
- Czemu?
* Bo mnie denerwuje

chwila ciszy
pocałował ją
.. ale w sumie nie ze wszystkim tak mam
 

 
Chyba jednak najbardziej boję się porażki. Że zawiodę samą siebie. Nawet dzisiaj pamiętam, gdy jako dziecko stwierdziłam, że moje ja to ja. Że to ja znajduję się właśnie w tym miejscu i żyję w takich warunkach, a nie innych, pomimo że tyle ludzi zdążyło się już narodzić.
Wtedy też stwierdziłam, że nie mogę zmarnować szansy, że żyje się raz.
Marzenia nie spełnię.
Ale boję się tego, że już nie będę miała siły walczyć, a co gorsze, mogę nie mieć o co walczyć.
Myślę, że ludziom nie zaufam. Miałam już ten stan kilka lat wstecz, ale znów popełniłam ten sam błąd - zaufałam.
Z ego wszystkiego jestem najbardziej zła na siebie, jak mogłam tego nie widzieć.
Człowiek cieszy się, że ludzie idealni istnieją, stara się ich naśladować, być pomocnym, zmieniać się, a tu nagle buuuuuuuuuuuuum! to wszystko gra i manipulacja.

Jak to się dzieje, że ludzie potrafią być aż tak bezczelni?
 

 
Nic nie boli tak jak rozczarowanie. W tym przypadku boli nie dlatego, że się skończyło. Wszystko się kończy, wszystko przemija. Przemija szybko. Wiesz, że coś musi się skończyć, ale Ludzie lubią wierzyć. Lubią trwać w nadziei. W sumie lepsze to, niż się poddać. Mimo to wiemy, że na Ziemi nic nie trwa wiecznie. Można rozważyć zaginanie czasoprzestrzeni i rozmaite teorie, ale żyjemy w takim świecie w jakim żyjemy.
Jednak gdy jesteśmy szczęśliwi, wydaje nam się, że ten stan będzie już zawsze trwał. Bo przecież jak może być źle skoro jest tak pięknie? A muszę stwierdzić, że może być. Ludzie którym ufamy rozczarowują nas, wszystko zaczyna się sypać, ta piękna budowla uczuć, która wreszcie zaczynała coś przypominać znika w jednej sekundzie, a zwykle wystarczy kilka słów.
Boli, bo skończyło się właśnie tak.